Wzruszaj i baw – tylko tyle
Pora zacząć. W końcu jest okazja … i to jaka!
Pomyślałam sobie dzisiaj, że spotkania biznesowe: od szkoleń, po seminaria, konferencje, ukradły literaturze swoją funkcję.
Ale potem zajrzałam do „Ostatniego rozdania” Wiesława Myśliwskiego i odetchnęłam. Na szczęście jeszcze nic takiego nie ma miejsca. Myśliwski to Myśliwski, a biznes to biznes.
Ale! Wydarzyło się coś przełomowego. No przecież coś musiało, skoro pomyliły mi się dziedziny. Tropię spotkania, odbywam je, wącham, poznaje i przypatruje z coraz większym zdumieniem ludziom, którzy je prowadzą. Zazwyczaj mam nieodpartą chęć zaproponować potem takiemu prowadzącemu pracę nad przyszłym wystąpieniem, bo jedyne na co mam ochotę, to albo mu poprzeszkadzać, albo wracać do domu, albo śmiać się psotnie (to ostatnie najczęściej!).
Ale tym razem tak nie było. Dwóch facetów, jedna marka. Jaka? Oczywiście że firma finansowa, bo to one najczęściej organizują rozmaite seminaria i szkolenia.
Miałam przed sobą kogoś, o kim mogę spokojnie powiedzieć, że jeśli zabrałby się za niego jakiś spec od wystąpień, a nie daj Boże mowy ciała, zrobiłby mu ogromną krzywdę. Andrzej Dadełło, bo o nim mowa, prezes spółki DSA pokazał, że można w sposób prosty mówić o inwestowaniu pieniędzy.
Spokojny w swojej narracji Dadełło, jak mówiła dziś moja wspólniczka Dadełło – Jagiełło, momentami nawet wzrusza. Odwołuje się do czasów kiedy studiował historię, a ojciec pytał: co ty synu po tych studiach będziesz robił? Znacie to prawda? Wprawdzie mnie rodzice takiego pytania nigdy nie zadali, ale znalazłby się z tuzin innych. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie sposób w jaki Dadełło opowiada: prosty, skromny, pełen wiedzy. Bez fajerwerków. Bez efektów specjalnych. Nie efekciarsko, a efektywnie. Multimilioner pełen pokory. Skupiony szachista. Chcący pokazać ludziom jakie to proste, by mieć sukces. Takie proste jak jego język. No nic prostszego …
Takie funkcje spełnia też literatura prawda? Uczymy się poprzez historie. Taki pisarz biznesu, to chyba nowa kategoria w branży. Polacy mają z tym problem, Amerykanie nie. Może Dadełło, do tego historyk, będzie pierwszy.
Drugim frontmenem tego spotkania był Kamil Krążek, zastępca Dadełły. Nie piszę o nim dlatego, że jak się okazuje urodziliśmy się w tym samym mieście, ale dlatego, że nikt nigdy nie bawił mnie na szkoleniu przez kilka godzin z rzędu. Jeżeli faceci nie mają podzielnej uwagi, to Krążek jest wyjątkiem od tej reguły. Synchrony! Synchrony na każdym poziomie! Taki flipchart – drodzy Państwo – niby nic, kilka kartek do zapisywania bazgrołów, których potem nikt nie potrafi przeczytać, a tu proszę…prawdziwe rekwizytorium. I o to chodzi. Krążek miał dwa flipcharty, bo jeden dotyczył teraźniejszości, a drugi przyszłości. Do tego energia, ciało, które nadążało za każdą myślą i całość wystąpienia oparta na trójdzielności. W tym co mówił były: pytania, po części retoryczne, krótkie historie z życia wzięte i dowcipy. Wszystko o czym mówił, sam realizował mówiąc do publiczności. Zawsze to mówię, że scena jest nie tylko dla aktorów, codziennie każdy z nas na taką swoją mini scenę wchodzi. Dobrze, że są ludzie, którzy o tym pamiętają. Dobrze, że są tacy, którzy wzruszają i rozbawiają.
Jesteś trenerem? Odpowiedz sobie na 3 pytania:
Ile razy uczestnicy Twojego szkolenia byli rozbawieni?
Czy zdarzyło się, że grupa, którą szkoliłeś, słuchała w skupieniu tak, że nie dochodził do Ciebie ani jeden szmer z sali?
Ile po szkoleniu padło pytań, które Cię zaskoczyły?


No Comments